KINGDOM OF LIFE AND DEATH
Od dawien dawna istnieją królestwa, które raz wznoszą się ku górze bogactwa i chwały, a raz upadają w nędzną przepaść biedoty i hańby. Ich losy zależą tylko i wyłącznie od ludzi, którzy nimi rządzą. Czy ich król jest mądrym i szanowanym władcą, czy marionetką i idiotą na tronie? Czy ma odwagę zginąć za swój kraj i lud, czy ucieknie i okaże się tchórzem? Czy jest w stanie podnieść morale swego wojska, by te wygrało decydującą bitwę? Czy da radę powiedzieć im bez kłamstw, prosto w oczy, że idą w objęcia śmierci? Że oni są ostatnią nadzieją dla wszystkich mieszkańców tego wielkiego domu, tej wielkiej rodziny... Mijają dni, miesiące, lata i całe wieki, a granice królestw zmieniają się diametralnie, lecz istnieją dwie potęgi, dwa imperia, które trwały, trwają i będą trwać w wieczności... Życie i Śmierć. Granice tych krain nie zmieniają się nigdy. Przynajmniej tak mówi się od wieków. Żaden władca, choćby był najinteligentniejszym filozofem w wszechświecie, nie da rady ich pokonać. Nie da rady zgładzić swym wojskiem choćby jednego żołnierza po stronie imperium śmierci. Setki tysięcy wyszkolonych mężów nie drasną choćby małej komórki ciała tych żołnierzy. Są poza ich zasięgniem. Poza ich wyobraźnią. Poza ich rzeczywistością. Lecz kiedyś każdy dołączy do ich szeregu, a na tarczy będzie widniał herb czarnej róży... Ale czy te imteria na pewno są sobie równe? Czy śmierć jest równa życiu? Czy przeważa nad nim? Łatwo kogoś zabić, ale czy łatwo go ożywić? No nie... Czy to oznacza, że królestwo życia kiedyś upadnie, a królestwo śmierci będzie trwać? Bo przecież każdy kiedyś umrze i dołączy do niego... Jak trudno jest podarować życie, a jak łatwo jest je odebrać... Czy to jest sprawiedliwe i równe sobie? Czy można na pewno mówić, że królestwo życia jest niezniszczalne? Że jest nietykalne? Przecież wielu obywateli tej krainy umiera, przenosząc się w objęcia śmierci i nędzy, która tylko rośnie w siłę, zbierając coraz to liczniejsze żniwa...
Granica Życia i Śmierci jest bardzo cienka, niewielka i praktycznie niewidoczna. Dzieli je krucha szyba... Wystarczy jeden gwałtowny i nieostrożny ruch, a ona pęknie na miliony kawałków. Nic jej już nie sklei i nic jej nie przywróci. Nie da jej się po prostu wymienić. Jak łatwo ją zniszczyć, a jak niewykonalne jest, by ją odbudować... Zawsze jak dotykam tej szyby, czuję dziwne uczucie tęsknoty. Mimo, że nie pamiętam, bym był po jej drugiej stronie... Zawsze stoję po stronie życia i dotykam jednej z dwóch stron tej niewidzialnej ściany. W moim sercu rodzi się takie uczucie nostalgii, a do mych oczy płynie ocean łez. Tak bardzo chcę znaleźć się po tej drugiej stronie...
Komentarze
Prześlij komentarz