12.12.2018

A FIGHT WITH MY DEMONS

Nadszedł ten dzień.
Ten wyczekiwany dzień.
Gdy niebo wreszcie przegoniło szare chmury.
Gdy Słońce zaczeło oświetlać blask zwycięstwa nieba.
Gdy ja wyjrzałam przez okno i zobaczyłam, że niebiosa toczyły walkę dla mnie.
Dla mnie. Tej marnej, małej mnie w potędze tak wielkiego świata.
Tej pograżonej w smutku, żalu i niechęci do samej siebie.
Tej, która patrzy tak uważnie na każdy swój ruch, gest, słowo, krok, kiwnięcie palcem, by postrzegano ją tak, jak innych.
By nikt nie zauważył, że nie jest perfekcyjna.
By nikt nie zauważył, że nie jestem odpowiednio wyprofilowana, chuda, prosta, ułożona, idealna.
By nie zobaczyli tej mnie, której się wstydzę.
Przecież dlatego tak bardzo chronię tą swoją stronę, by nikt jej nie ujrzał. To, czego w sobie nie lubię i to, co chcę tak zmienić.
Bo jestem zmęczona. Po prostu mam dość.
Mam dość łez każdego wieczoru.
Mam dość lustra, które jej mym więzieniem.
Mam dość ludzi, którzy oglądają się za mną na ulicy.
Mam dość pytań "A co ci się stało? Masz kontuzję? Bo jakoś dziwnie chodzisz..."
Mam dość zdania "idź córeczko, zaraz cię dogonimy, tylko chwilę popatrzymy na twoją nóżkę"
Mam dość potykania się, rehabilitacji, ran na nogach, uporczywego patrzenia na bycie idealną, wykręcania nóg, bólu tak wielkiego, że chcę odciąć stopy wraz z łydkami, bólu psychinego od przypadkowych osób i ich krzywego wzroku, docinania, złych komentarzy, patrzenia na każdą inną osobę na tym świecie z myślą, że nikt nigdy mnie w pełni nie zrozumie, że nie mogę jeźdźić na łyżwach, rolkach, chodzić jak dama na szpilkach, jeździć konno "bo coś jeszcze ci się stanie" i patrzenia
Na
Każdy
Jeden
Mały
Krok
Spośród miliona, jakich stawiam każdej minuty, godziny, dnia i lat swego życja.
Ale po co ten cały trud, by patrzeć na każdy milimetr, który odbiega od właściwej drogi.
Dlatego, by myśleli, że jestem taka sama jak oni. Jak wszyscy inni ludzie z ulicy.
Nie mam dość tego, że jestem inna.
Mam dość ludzi, który dali mi do zrozumienia od małego dziecka, że coś jest nie tak i zadbali o to, bym czuła się wyobcowana.
Ale nadszedł ten dzień, gdy po deszczu wyszła tęcza.
Po wiekiej bitwie, toczonej przez lata...
Gdy zaczęłam postrzegać siebie jako idealną..
Inną w tym dobrym sensie, bo przynajmniej nie jestem taka sama jak wszyscy inni.
Bo coś mnie odróżnia!
Bo nie jestem jak stado białych owiec na pastwisku. Jestem tą jedną czarną owcą, na którą patrzą wszyscy.
Tak, patrzcie się na mnie i zobaczcie jak mimo waszych uwag i braku wiary we mnie, jak się wzniosłam!
Jak w końcu zerwałam te niewolnicze łancuchy!
Jak zamiast łez smutku są łzy radości i szczęścia!
Jak w końcu mogę podnieść głowę do góry i czuć satysfakcję, że wiatr wieje na moją twarz, a nie na czubek schylonej głowy.
Tak, popatrz sobie na tą nogę i zapamiętaj mnie! Zapamiętaj, że dzięki temu niefortunnemu wypadkowi stałam się kimś o wiele lepszym niż byłbym bez niego.
To nie jest kula u nogi. To mój znak rozpoznawczy.
W końcu wyjęłam nóż i zaczęłam dźgać nim wszystkie demony siedzące we mnie, a krew, zamiast się lać, cofała się z czystego, białego śniegu.
Dziękuję tobie, Tato, mój najlepszy przyjacielu, Panie i Ojcze.
Że byłeś tu, kiedy nikogo nie było.
Że przytulałeś mnie wtedy, gdy tego potrzebowałam.
Że rozmawiałeś ze mną, gdy leciały mi potoki łez.
Że mówiłeś, żę będzie dobrze.
Że jestem piękna i wyjątkowa.
Że powstrzymałeś mnie od grzechu i stania się wrakiem samej siebie.
Że potrafię wybaczać i się nie mścić.
Że zaczełam widzieć w ludziach dobre rzeczy, a nie złe.
Że, gdy jestem w Kościele, po przyjęciu Twego Ciała, moje serce zaczyna bić szybciej.
Że zawsze dajesz mi czystą kartkę, bym zaczęła od nowa.
Że nigdy się ode mnie nie odwróciłeś, zawsze tu byłeś.
Że wyciągnałeś do mnie pomocną dłoń.
Że nadal tu jesteś i jesteś moim Ojcem. Tatusiem, jakiego pragnęłam mieć od zawsze.
Że nauczyłeś mnie, że najpierw warto przepraszać, a później prosić.
Że warto najpierw popatrzeć na innych, później na siebie.
Że ten wypadek miał miejsce, gdy byłam mała. Bo inaczej mogłoby mnie tu nie być. Mogłam być martwa lub sparaliżowana.
Dziękuję Ci Tatusiu, że ten wypadek zmienił całe moje życie, w którym teraz gościsz ty.
Dziękuję Ci.
Bo teraz mogę uszczęśliwiać ludzi, tak po prostu, z czystej chęci serca...
Twoja wierna córka, Dominisia.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

23.01.2019

05.02.2019

Praca na Konkurs Polak - pierwowzór (dłuższy)